Menu
Święta
Noc Świętojańska
Noc Kupały
Walenty czy Kupała?
W Europie
Przysłowia
Reklama
Statystyki
statystyka

Kontakt

A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

Mikołaj Rej

Walenty, Jan czy Kupała?

Walentynki czy Sobótki?

W naszej słowiańskiej kulturze osadzone są barwne, pełne czaru i magii zwyczaje, oprawne w pamięć pokoleń, przepojone atmosferą minionych wieków.
Coraz bardziej zapominane, lekceważone, wypierane przez wzorce może i piękne, ale jakże obce nam kulturowo.
Z naszej rodzimej, prasłowiańskiej religii odarło nas chrześcijaństwo odbierając nam część tożsamości.
Przyjęte pod presją konieczności politycznych, spotykało się z niechęcią i oporem naszych przodków, których my w swej dzisiejszej bucie "obywateli świata" uważamy za prymitywnych, a którzy bardziej od nas świadomi byli wartości własnych korzeni.
Mimo ich oporu, słowiańskich bogów wyparła religia ludów z basenu Morza Śródziemnego, zawłaszczając obrzędami i zwyczajami, plagiatując je i zmieniając ich sens, narzucając pełne hipokryzji obce ideologie.
Dziś przeciętny Słowianin jednym tchem wyrecytuje dekalog czy imiona kilkudziesięciu chrześcijańskich świętych, wie kim był Ra, gdzie leżą piramidy, bez problemu wymieni też bogów greckich czy rzymskich i przytoczy kilka mitów.
Czy wymieni słowiańskich?

W czasach, gdy w wielu krajach współcześni emigranci zabiegają o utrzymanie własnej tożsamości, a dawni szukają swych korzeni lub pozbawieni ich tworzą nową historię, my od wieków dobrowolnie wyrzekamy się własnej kultury.
Darmo Rej apelował, by nie zatracać języka i zwyczajów, darmo kpił Słowacki określając Polskę "papugą narodów", darmo Mickiewicz wytykał, że "co Francuz wymyślił, to Polak polubi".
Bezkrytycznie zapożyczamy obce słowa i zwroty, zakupy robimy w marketach i shopach, piwo pijamy w pubach, jadamy w pizzeriach, słuchamy hitów i czujemy się trendy.
Po prostu cool.
Nie uwiera nas komercjalizacja kultury i uczuć, nie dostrzegamy trywialności zwyczajów wpychanych nam jako nieodzowne.
Nadal malujemy jajka i oblewamy się wodą, stawiamy choinki, ale nie wypatrujemy kolędników na zaśnieżonych ulicach.
Coraz częściej przy końcu października dekoracjami domów są dynie, z uśmiechem pobłażania patrzymy na stające u drzwi okryte prześcieradłami dzieciaki, zbyt nieświadome czy zacukane by powiedzieć coś więcej niż "Halloween".
Gładko przełykamy lukrowane różowości Walentynek na tle przysypanego śniegiem świata, choć luty za oknem, a przemoczone buty czy od mrozu czerwony nos i ręce randkom i miłości nie sprzyjają.

Czy nie więcej uroku w tajemniczości prawdziwego słowiańskiego święta miłości?
Czy prymitywne sms'y, różowe serduszka, bombonierki i kartki, na których handel zbija kapitał, a nawet sztucznie uroczyste kolacje dla dwojga zastąpić mogą czar wspólnych spacerów i wypraw przez pachnące łąki, zielone pola i mroczne lasy?
Czy blask świecy na stole równać się może temu na płynącym wianku?
Czy miłości, której nieodłączym elementem jest zmysłowość rzeczywiście patronują święci Walenty lub Jan? Cóż prawdziwego o miłości mogli wiedzieć ci, którzy wrodzony erotyzm człowieka traktowali jak perwersję, sprowadzając go do obowiązku małżeńskiego i prokreacji dla przysporzenia nowych wyznawców i rąk do pracy?

Gdy łuny ognisk zlewają się z barwami zachodzącego słońca, w powietrzu pełnym zapachów migocą iskry i świetliki, woda szepcze najpiękniejsze erotyki a letnia noc rzuca swój czar, miłość zakwita kwiatem paproci.
I błogosławią jej bogowie.
Słowiańscy.
Najprawdziwsi.

Polecane
Praca przez internet

Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
Reklama
Konkursy
Strona autorska. anta. ©2007 all rights reserved.